Przeczytałam sobie dzisiaj wcześniejsze moje wpisy. Wszystkie, od początku istnienia tego bloga.
Całe 3 lata piszę tylko o tym, że powinnam skończyć "TĘ" znajomość.
I przez 3 lata zrobiłam to 3 razy naprawdę i tysiąc razy w myślach.
I zastanawia mnie fakt jak bardzo jestem niekonsekwentna i dokąd mnie to zaprowadzi.
Rozstając się z kimś można mieć górnolotne założenia o przyjaźni i tak dalej.
Prawda jest taka, że jest too tylko teoria i rzadko udaje się to przenieść do prawdziwego życia.
Mój wniosek po miesiącu od rozstania jest taki, że nie chcę już nigdy więcej mieć kolejnego "byłego faceta". I nie chcę mieć kontaktu z byłymi swoimi facetami. I.....
I nie chcę już chyba niczego więcej jak tylko spokoju duszy.
Nie lubię tych dni, kiedy mam w głowie gonitwę myśli.
Znów głowę mam pełną obrazów, a w sercu kolce.
A tyle razy sobie obiecywałam, że przenigdy już więcej i że nie.......
Dlaczego dostaję w życiu wszystko oprócz tego jednego czego chcę najbardziej ze wszystkiego innego???
I dlaczego serce NIGDY nie słucha rozumu? I dlaczego ono stale sabotuje wszystko, co rozum postanowi?
Wróciłam właśnie z kina. Premiera "big Love"
Namiętności. Chcę. Takiej jak tamta na ekranie.
Takiej jak tamta kiedyś przez chwil kilka.
Chcę!!!!
Jak to się człowiek może przyzwyczaić do związku.... Czasem nawet mi tego brakuje.
Piszę "nawet" ponieważ ostatnie przemyślenia i komentarze bliskich znajomych odnośnie mojego życia wskazują jednoznacznie, że ja po prostu nie umiem być w związku....
Nie umiem być sobą i być w związku....
A może po prostu muszę poznać TEGO kogoś z kim będę i będę sobą...?
Póki co moje "ja" mieszka na siłowni i uczy się tańca brzucha ;]
Moje ja nie chce zgnuśnieć w kolejnym związku :D
I mam kota.
Kierownik z mojej apteki się chciał pozbyć persa. I mam, do spóły z koleżankami, co ze mną mieszkają pod jednym dachem.
Pers jest indywidualistą, ma humory, jest obrażalski, nie pozwala się czesać.... ale go kocham jak nie wiem bo jest ciepły, mruczy i czasem przychodzi żeby go pogłaskać po brzuszku. I... no i jednak fajnie jak się ma w domu coś żywego :)
Cóż.... chichuachuy kupię jak pers mnie porzuci ;]
I te kurwa niebieskie oczy, najardziej niebieskie na świecie... Zapominam się czasami i czasami o nich myślę.